"- Okej - powiedział, gdy minęła już cała wieczność. - Może "okej" będzie naszym "zawsze"? - Okej. - Zgodziłam się." Sama nie rozumiem, czemu ostatnio zmieniłam klimat w tematyce książek.. romansów mi się zachciało. Ale lubiłam to. Lubiłam sposób w jaki słowa czarują moje serce i przyprawiają je o tą atmosferę, bym mogła czuć wszystkim lekturę. Słyszałam jak coraz większe krople jesiennego deszczu uderzają w okna mojego pokoju, które zasłaniały złociste, zdobione w drobne kreski zasłony. Nienawidziłam tej pory roku. Wszystko staje się jakby stare.. Moknie i upada. Drzewa pozostają nagie, a ptaki zmuszone są do zmiany miejsca zamieszkania. Takimi wieczorami jak ten, lubiłam po prostu wsunąć się pod swój ulubiony koc, który podarowany był mi zaraz po moich narodzinach, od rodzicielki. To wszystko co mi po niej pozostało. Mieszkanie z przybranymi rodzicami od drugiego tygodnia życia nie było niczym przyjemnym, a co dopiero łatwym. Myślę, że nikt nie chciałby posiadać w domu ograniczania, nie doceniania, ciągłego wrzasku, krzyku i bólu. Dusiłam się, brak było mi tego pieprzonego powietrza, musiałam się stąd wydostać. (...) Cóż, z kocem, małą lampką i książką w dłoni byłam w swoim własnym świecie, to właśnie lubiłam. Uciekać.. Jak mówią, kto zaczyna biec ten musi uciekać całe życie. Być może o to właśnie w moim życiu chodzi, bo przecież o coś chodzić musi. Ja również wkrótce miałam "zmienić miejsce swojego zamieszkania", za kilka miesięcy są moje osiemnaste, długo wyczekiwane urodziny. To ten czas, gdy możemy nazwać siebie "dorosłymi" czy coś w tym stylu. To miał być na pewno początek dla samej mnie.. Bo jak wiele razy powtarzaliście swoim rodzicom, iż w tym właśnie wieku opuścicie dom, w którym wszystko się zaczęło? Cóż, jak widać, niektóre z tych "obietnic" jednak się spełniają. Nie chcę żyć z ludźmi, którzy mnie ograniczają i nie doceniają na każdym kroku. Bo co to za życie? Pragnę zrobić coś dla siebie, sama zbudować coś, na czym będę iść ku górze. (...) Robiło się już dość późno i przede wszystkim ciemno, a przecież miałam w planach wybrać się do pobliskiej księgarni po "Labor day". Podniosłam się z miękkiego łóżka i ruszyłam na dół schodami prosto do kuchni w której znajdowała się moja przybrana matka. Siedziała przy naszym średniej wielkości stole okrytym zielonym obrusem. Posłała mi ciepły uśmiech, na co odwdzięczyłam się jej tym samym.
- Gdzie tata? - Spytałam cicho nabierając ogromnej ilości powietrza do swoich płuc. Jakbym miała się nim za chwilę zachłysnąć. Sama myśl o moim ojcu psuje mi humor. Z kim jak z kim, ale z nim nie mam dobrej zażyłości. Jest przeciwny dosłownie wszystkiemu, co czynię. Gdyby ktoś tylko widział Jego minę zaraz po tym, gdy powiadomiłam go o mojej wyprowadzce. On najchętniej zamknąłby mnie w pokoju odizolowanym od wszystkich i wszystkiego, co nie ma związku z nauką. Nigdy nie był ze mnie w tej dziedzinie zadowolony jak i w każdej innej. Momenty, w których stara pokazać się swoją lepszą stronę to dobre momenty. Fałszywe momenty.
- Poszedł się przewietrzyć, jest z psem. - Skinęłam głową na odpowiedź matki i sięgnęłam do szafki po szklankę, by zaraz po tym wypełnić jej pustkę wodą.
- Idę do księgarni, potrzebujesz czegoś z miasta? - Skierowałam swoje pytanie do kobiety siedzącej na przeciwko mnie. Jej odpowiedzią było jedynie pokręcenie głową na boki, na co wyszłam z małego pomieszczenia znajdując się na korytarzu. Sięgnęłam po długi, czarny, ciepły płaszcz, w który szybko się przyodziałam. Wokół swojej szyi oplotłam czerwoną, grubą, zdobioną chustę i po chwili wyszłam z domu. Mieszkałam całkiem niedaleko od miasta, a spacer dobrze mi zrobi. Na całe szczęście przestało już tak lać, inaczej nosa bym z domu nie wystawiła. Teraz brakuje mi tych momentów, w których mogłam tak po prostu z kimś porozmawiać. Z kimś tak po prostu pobyć. Ale przez ojca i jego obsesję na punkcie mojej nauki byłam zmuszona ograniczyć wszelkie znajomości. Z nikim nie byłam bliżej jak dalej. Mam nadzieję, że w nowym mieście wszystko się zmieni. Shelffied o tej porze roku wygląda dość pusto i szaro. Aczkolwiek gdzieniegdzie można zaobserwować małe sklepiki przygotowujące się do okresu świątecznego, mojego ulubionego. Na ulicach co jakiś czas przejeżdżały pojedyncze samochody, było dość cicho, co mi w niczym nie przeszkadzało. Po chwili znalazłam się w swojej ulubionej księgarni. Wzięłam głęboki oddech by móc wdychać zapach tych pięknie pachnących książek. W środku było uroczo, skromnie i ciepło. Wzrokiem starałam się odszukać przemiłej staruszki, właścicielki tego "budynku z książkami". Nazywała się Emily i miała już swoje sześćdziesiąt siedem lat na karku, ale trzymała się naprawdę świetnie. Swoimi czasy, była dobrą pisarką, lubiłam do niej przychodzić i słuchać jej opowiadań oraz rad.
- Tu jest moja szara myszka! - Usłyszałam zza swoich pleców, na co szybko się obróciłam i po chwili wzięłam staruszkę w swoje objęcia. Była jak zawsze szeroko uśmiechnięta, a jej siwe, lśniące włosy opadały idealnie na drobne ramiona. - Wiem doskonale po co przyszłaś! Jest w sektorze "D", idź po nią a ja za moment zamknę sklep i pójdziemy do kawiarenki. - Odparła z błyskiem w oczach. A ja posłusznie ruszyłam do wyznaczonego miejsca. Gdy tam dotarłam i wzrokiem znalazłam wymarzoną książkę, wysunęłam swoją dłoń po nią, lecz niestety zderzyła się z nieco większą, męską dłonią, a lektura upadła na ziemię. Uniosłam swój wzrok na wysokiego mężczyznę w ciemnych okularach, długim czarnym płaszczu i w kapturze na głowie. Nie było nawet dobrze widać jego twarzy, gdyż naprawdę dobrze się krył. Nie wyglądał zdecydowanie na nikogo przyjaznego, kto przeprosiłby za swój wybryk. Widać było, że był podenerwowany i jakby czegoś przestraszony, nie odezwał się słowem i wręcz wybiegł z miejsca zdarzenia pozostawiając chłodną atmosferę. Wydawało mi się, że znam wszystkich z okolicy, ale jego jeszcze nigdy wcześniej nie ujrzałam. Nieważne, nie będę się tym w tym momencie przejmować. Sięgnęłam po swoją książkę, która została strącona i udałam się do Emily, tak jak o to prosiła. Już po chwili zamknęła sklep, ubrała się ciepło i udałyśmy się do kawiarenki, dosłownie naprzeciwko jej księgarni, uwielbiałam tam przebywać, było cicho, ciepło i przede wszystkim przyjemnie.Gdy znalazłyśmy się na miejscu ściągnęłam swój płaszcz i przewiesiłam go przez krzesło, które znajdowało się tuż obok wielkiej szyby. Zamówiłyśmy to, co zwykle i czekałyśmy aż nasze zamówienie zostanie zrealizowane.
- Więc to pewne? Wyprowadzasz się? - Usłyszałam lekko łamiący się głos starszej pani siedzącej metr przede mną.
- Tak, wiesz, że muszę.. - Nie zdążyłam dokończyć, a na ekranie telewizora, który wisiał na ścianie, w wiadomościach ujrzałam tego samego mężczyznę, który dzisiaj, kilkanaście minut temu wpadł na mnie w księgarni. To nie był koniec.. na pasku na dole widniał napis "Pilnie poszukiwany gwałciciel dwudziestoletniej dziewczyny i sprawca kradzieży samochodu" Gwałciciel? Na samą myśl przewróciło mi się w żołądku, nie mogłam uwierzyć, że taki zbrodniarz dzisiaj pałętał się po spokojnym miasteczku. Czy jest on wciąż gdzieś blisko? I czy mogę czuć się bezpiecznie?
No więc za nami pierwszy rozdział! Jak Wam się podoba?
Jeśli przeczytałaś/eś - zostaw po sobie ślad :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz