sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział II



"Przestajesz wierzyć w ludzi, bo jeden człowiek cie zranił, a w słońce wciąż wierzysz choć długo jest za chmurami."


Wczoraj zdążyłam pożegnać się z Emily, podziękować jej za wszystko i obiecać, że jeszcze ją tu odwiedzę. Poszłam dość późno spać, z racji, że dużo myślałam o wczorajszym zdarzeniu. Chyba dwanaście razy sprawdziłam, czy dobrze pozamykałam drzwi i wszystkie okna. Nie dało się ukryć.. byłam przerażona sytuacją, która wczoraj się odbyła. Nie mogłam uwierzyć, że tacy obleśni mężczyźni jak tamten jeszcze istnieją i to tak blisko mnie. Naprawdę współczułam tej biednej dziewczynie, która okazała się być ofiarą tego okrutnego człowieka. Obudziłam się wcześnie rano, dzisiaj jest mój dzień i nikt nie ma prawa go zepsuć. To właśnie dzisiaj miałam wyjechać z tego rodzinnego miasta by zaczerpnąć świeżego powietrza. Bym mogła rozpocząć coś swojego. Około trzynastej miał przyjechać po mnie wujek wraz z ciocią u których miałam zatrzymać się w Brimingham póki nie znajdę czegoś dla siebie na czym będę mogła zarobić by sama się utrzymać. W kącie od kilku dni leżały spakowane walizki z moimi najpotrzebniejszymi rzeczami. Największy problem miałam z moją ogromną kolekcją książek, nie miałam tyle miejsca by je wszystkie ze sobą zabrać, więc ograniczyłam się do minimum. Ruszyłam żwawym krokiem do łazienki, by móc się odrobinę odprężyć. Z tego co zauważyłam, wszyscy domownicy jeszcze spali. Cóż, mało kto wstaje o godzinie piątej piętnaście w sobotni poranek. Ale mi tego właśnie było trzeba. Świętego spokoju. Puściłam mały strumień wody, która zaczęła wypełniać całą pustkę wanny. Z szafeczki obok sięgnęłam po malinowy płyn, którym od razu przyprawiłam wodę o niesamowity zapach. Pozbyłam się swojej ciepłej, jasno-różowej pidżamy i złożyłam ją starannie odkładając na pralkę. Nasza łazienka nie była jakimś wielkim okazem, ale nie należała również do najskromniejszych. Po krótkiej chwili moje nagie ciało spoczywało już w gorącej, przyjemnej wodzie. I byłoby naprawdę wspaniale... Gdyby nie to cholerne dobijanie się do drzwi.
- Suzi! Suzi! - Słyszałam piskliwy głos swojej młodszej siostry. 
- Co znowu? - Warknęłam z niezadowoleniem w głosie. Czy chociaż raz nie mogę mieć spokoju? 
- Po prostu szybko wychodź.. - Usłyszałam znacznie cichszą odpowiedź więc zamilkłam i zaczęłam wychodzić z wanny. Wypuściłam gorącą wodę, którą nie zdążyłam się nacieszyć z wiadomych przyczyn. Owinęłam swoje ciało ręcznikiem, mokre włosy spięłam w niedbałego koka i opuściłam łazienkę kierując się do mojego pokoju, w którym czekała na mnie Lily.
 - Więc? - Wywróciłam teatralnie oczami podchodząc do łóżka, na którym przygotowane były przeze mnie wcześniej ubrania na dziś. Moja młodsza siostra zbliżyła się do mnie i zza pleców wyciągnęła średniej wielkości kopertę. Towarzyszył jej ogromny, ciepły uśmiech co jeszcze bardziej mnie zaintrygowało. Cóż, jak się okazało to nie była zwykła koperta. W jej środku znajdowało się mini ogłoszenie w sprawie konkursu na najciekawszą książkę o dowolnej fabule. W tym wszystkim chodziło o to, by opisywać uczucia towarzyszące nam na każdym kroku naszego życia. Mieliśmy po prostu zaciekawić czytelników na tyle, by zostać zauważonym. Ta książka miała być naszą wizytówką, miała odzwierciedlać to, co w nas siedzi. Bardzo chętnie wzięłabym w tym udział.. gdyby tylko nie chodziło o moje życie. Gdybym mogła wymyślić coś, co zupełnie nie istnieje, byłoby mi o niebo łatwiej. Bo co ja mogłabym zamieścić na pustych kartkach? Sposób w jaki jem śniadanie, czy siedzę samotnie wieczorami z książką w dłoni? To niestety nie było dla mnie. Zawsze chciałam stworzyć coś swojego. Coś jedynego w swoim rodzaju, ale nigdy nie byłam wystarczająco zdeterminowana i przede wszystkim utalentowana. Jedynym moim doświadczeniem było napisanie swojego pamiętnika w wieku ośmiu lat, który został przeczytany przez mojego ojca. Od tego momentu na żadnej stronie, kartce, czy wycinku nie ma moich słów. Posłałam wdzięczny uśmiech siostrze. Mimo, że często działała mi na nerwy i niszczyła wiele chwil, kochałam ją. Jak siostra siostrę. Wiem, że zawsze stoi za mną murem, jest bardziej wrażliwa niż komukolwiek mogłoby się to wydawać.
 - Dziękuję, ale niestety to nie dla mnie, Lilka. - Odparłam siadając na łóżku.
 - Musisz chociaż spróbować! Zawsze chciałaś wydać książkę, to coś dla Ciebie! - Kontynuowała z przekonaniem wysoka, długowłosa jasna blondynka. Najlepsi autorzy i najwspanialsze autorki są przede wszystkim starsze i bardziej doświadczone, to nie pora na mnie.
 - To naprawdę miłe, ale naprawdę nie chcę.. - Mina mojej siostry uległa gwałtownej zmianie. Z jakby małej, ucieszonej i radosnej dziewczynki narodziła się zołza z grymasem na twarzy. 
- Musisz mi obiecać, że spróbujesz. - Usłyszałam całkiem głębokie i szczere słowa, na które skinęłam głową. Poddałam się po prostu.
 - Ale teraz wyjdź, chcę się ubrać. - Odparłam, by ta urocza chwila nie trwała zbyt długo. Gdy tylko dziewczyna opuściła mój pokój ubrałam się w obcisłe, jasne jeansy i różową bokserkę z cytatem z mojej ulubionej książki. Na ramiona narzuciłam lekki, zwiewny szarawy sweterek, a informację o konkursie umieściłam na dnie jednej z walizek. Postanowiłam, że zejdę na dół na śniadanie. Gdy znalazłam się już na korytarzu dostrzegłam stojącą w drzwiach mamę, która jedynie się uśmiechała. 
- Dzień dobry, kochanie. - Przywitała mnie jak nigdy kobieta. Pewnie myślała, że jak pomruga oczkami to zmienię zdanie co co wyprowadzki, ale nie ma mowy. 
- Witaj. - Odpowiedziałam sucho i weszłam do kuchni. 
- Spakowałaś wszystko? - Usłyszałam promienny głos mojej matki przeszywający każdy zakątek mojego ciała. Sama nie wiem dlaczego, ale zawsze miałam swój dystans do niej i do tego co robi. Zawsze czułam pewien żal i urazę i za każdym razem utwierdzałam się w tym przekonaniu. Kto wie, może mój wyjazd to idealny moment na początek czegoś nowego również i z nią?
 - Tak, mam wszystko czego mi potrzeba. - Odparłam przyprawiając moją twarz o lekki, ale szczery uśmiech.
 - Będzie tu pusto bez Ciebie. - Moja matka zbliżyła się o krok do mnie po czym wyciągnęła ręce w moim kierunku. Przymknęłam swoje powieki i zacisnęłam swoje dłonie na jej plecach w drobnym uścisku, lecz niczego nie odpowiedziałam. (...) Po południu, zgodnie z zapowiedzią pod nasz dom podjechał duży, czarny samochód z moją ciocią i wujkiem w środku. Zeszłam szybko na dół by przywitać się ze swoją rodziną, którą do tej pory naprawdę rzadko widywałam. To ci właśnie ludzie mieli pomóc mi odnaleźć się w innym miejscu. Nie zdają sobie sprawy z tego jak cholernie byłam im wdzięczna. Ilekroć myślę o tym, milliony możliwości przeszywały mnie z góry na dół tworząc jeden, wielki bałagan w mojej głowie.
 - Suzie! - Usłyszałam ciepły głos mojej cioci, Ashley uderzający prosto w serce i polewający je niczym miód. Ujrzałam niewysoką, szczupłą, błękitnooką brunetkę z włosami spiętymi w lekkiego, małego koka. Oczy błyszczały jej ze szczęścia, zbliżyła się do mnie i naprawdę mocno mnie uściskała. Była zawsze taką cudowną osobą o pięknej duszy, nigdy nie brakowało jej powodów do radowania się. Była matką dwuletniego Kaspra, który urok odziedziczył zdecydowanie po niej. Właśnie, zabrali go ze sobą? Wtuliłam się mocno w ciało Ashley wdychając cudowny zapach jej perfum. Oczywiście ta chwila nie trwała długo, gdyż w progu drzwi pojawił się mój wujek, wysoki, brązowooki ciemny blondyn. Mike- pracował w telewizji, jako prezenter. Był przystojny i zabawny, nie dało się go nie lubić. Jest to 32-latek a czasami mam wrażenie, że umysłem wymienił się z przedszkolakiem. Moja ciocia była od niego zaledwie dwa lata młodsza i nie dawno otworzyła kawiarenkę, tuż obok szkoły do której się wybieram. Wujek mrugnął do mnie tym swoim słynnym oczkiem i podszedł bliżej kontynuując.
 - Ktoś tu tak bardzo wydoroślał i wypiękniał! - Poczułam jak oblewam się delikatnie pudrowym rumieńcem, od samych jego słów zrobiło mi się ciepło. Zaśmiałam się tylko krótko pod nosem i przytuliłam się również do Mike'a Następnie wszyscy przywitali się z moimi rodzicami i Lilką, co zajęło trochę czasu. Skorzystałam na tym i po raz ostatni udałam się do swojego pokoju w którym wszystko miało swój początek i dziś ma koniec. Mimo, że przez ostatnie siedemnaście lat nie było mi tu jakoś specjalnie idealnie, ale pokój to zawsze cząstka nas. W każdym kącie jest skryte jakieś nasze uczucie, wspomnienie. Mój pokój otaczała samotność, płacz, żal i wielkie marzenia schowane w książkach. Usłyszałam pukanie do drzwi i po chwili ujrzałam swojego wujka.
 - Czy mogę już znieść Twoje rzeczy? - Spytał kierując swój wzrok na moje walizki. - Jasne, pomogę Ci. - Odparłam żywo i szybko sięgnęłam po najmniejszą z nich, w drugą dłoń ujęłam karton z książkami udając się na dół. Po kilkunastu minutach wszystko było już spakowane i gotowe. Pozostało.. się pożegnać. Moja matka rozpoczęła to pierwsza ze łzami w oczach, wyprzytulała mnie za wszystkie czasy i mówiła coś o uważaniu na siebie. Nie powiem, było to pozytywne i naprawdę miłe uczucie. Mało kiedy okazywała mi tyle czułości ile w tej chwili. Następna była moja siostra, której oczy również świeciły się od łez, które próbowały notorycznie wydostać się spod jej delikatnych powiek. Będę tęskniła za jej ciągłymi docinkami i za tym, że zawsze lubiła mnie denerwować niezależnie od sytuacji. Przy pożegnaniu z nimi docenia się każdy szczegół, bo będzie nam tego brakowało mimo wszystko. To takie rzeczy, o których zazwyczaj się nie pamięta, a mają niezwykłą, silną moc. I byłoby idealnie.. gdyby nie brak czułości u mojego ojca. Ale czego mogłam się spodziewać po człowieku, który musi mieć zawsze wszystko pod swoją cholerną kontrolą? Tak musiało byc i teraz.
 - Trzymaj się tam, dzwoń czasem i postaraj się nie sprawiać kłopotu. - Wydusił z siebie z lekkim, naprawdę lekkim uśmiechem na twarzy. Ale nie przytulił mnie, tylko zbliżył się nieco po czym powrócił do matki. Lepsze to niż nic, prawda? Znaleźliśmy się w przestronnym, wygodnym samochodzie mojego wujka i po chwili już ruszyliśmy przed siebie. Niebo robiło się coraz ciemniejsze, księżyc próbował zastąpić słońce, lecz ono dawało mu sygnały, że to nie jego pora. 
- To jak? Cieszysz się? - Dobiegł mnie cichy szept mojej cioci, która siedziała tuż obok mnie. 
- Oczywiście, że tak. Nawet nie wiesz jak bardzo! - Odparłam wesoło z szerokim uśmiechem na swojej twarzy. - Dziękuję Wam za to. - Powiedziałam nieco donośniej, by skierować słowa i do wujka siedzącego przede mną.
 - To dla nas przyjemność, słońce. Przygotowaliśmy Ci pokój na piętrze, oddalony od pokoju Kaspra by nie przeszkadzał Ci jego płacz i w ogóle.
 - Ale to dla mnie żaden problem, uwielbiam małego, poza tym do tej pory miałam przyjemność widzieć go tylko raz, także mam nadzieję, że będę mogła spędzać z nim sporo czasu. A tak apropos.. Gdzie on jest? - Spytałam z ciekawością na gryzące mnie od pewnego czasu pytanie.
 - Został z naprawdę przemiłą sąsiadką, ma syna w Twoim wieku, jest uroczy, na pewno się polubicie! - Już nic nie odpowiedziałam, tylko posłałam Ashley ciepły uśmiech. Przez resztę drogi śpiewaliśmy w przezabawny sposób różne piosenki i było naprawdę przyjemnie. Brakowało mi czegoś takiego. Po kilku godzinach byliśmy już na miejscu, wysiadłam z samochodu i po prostu nie mogłam napatrzeć się na te wszystkie lampki, choinki, ozdoby świąteczne, które zdobiły ogródek ich domu. Wyglądało to bajecznie, lepszego słowa na to nie mogłam znaleźć, nie w tym momencie. Pomogłam wnieść moje walizki do pokoju na piętrze, który od dziś miał być moim szczególnym. Był pusty, prócz idealnego łóżka pod ścianą, regałem na książki, biurkiem pod oknem i telewizorem nie stało tam nic więcej. Położyłam wszystkie swoje rzeczy na skraju pokoju i usiadłam na łóżku wdychając zapach mojego nowego życia. Po chwili usłyszałam ciche pukanie do drzwi, była to Ashley.
- I co o nim myślisz? - Usiadła tuż obok mnie blondynka, a uśmiech nie schodził jej z twrzy ani na minutę.
- Jest cudowny, dziękuję.
- Ależ nie ma za co, cieszę, że Ci się podoba. Jutro wybierzemy się na zakupy, by wstawić Ci tu jakąś szafę na ubrania i w ogóle wszystko. A teraz wybacz, ale muszę z Mike'em podjechać do kawiarenki, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Czuj się jak w domu.. Cóż, to teraz jest Twój dom! - Odparła wesoło moja ciocia po czym zaśmiała się melodyjnie podnosząc się z miejsca. Skinęłam tylko głową na jej słowa i położyłam się wygodnie na łóżku, nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że zasnęłam. (...)
- Haaalo! Haaaalo! - Obudziły mnie potworne wrzaski z dołu, oraz notoryczne walenie do drzwi. Czyżby to mój wujek? Nie, przecież oni mają klucze, poza tym.. on nie ma tak młodzieńczego głosu. Więc pytanie.. kto to jest i czego chce? Przez moje ciało przeszły potworne ciarki, przełknęłam głośno ślinę i czułam jak zdenerowanie rośnie z każdą minutą. I biłam się z myślami, czy zejść czy nie zejść, ale ostatecznie zebrałam się na siły. A co jeśli to ten gwałciciel? I przyszedł po mnie, bo wtedy na niego wpadłam? To znaczy on wpadł na mnie, ale może on winił mnie i myślał, że pójdę na policję z tym, że go widziałam? Nie, spokojnie, Suzie, to niemożliwe. Jesteś w Birmingham, to nie może być on. I schodziłam powoli na dół, a zmrok jaki panował w całym domu nie pomagał mi w niczym. Znalazłam się tuż przed drzwiami.. i teraz stchórzyć, czy nie stchórzyć, oto jest pytanie. Wzięłam w dłoń jakąś książkę ze stolika i schowałam ją za siebie, by w razie czego ogłuszyć zbrodniarza. Powolnie otworzyłam drzwi, uniosłam rękę w górę, ujrzałam czarny kaptur, tak cholernie podobny do tamtego i gdy już się miałam zamachnąć, gdy już wydałam z siebie przeraźliwy krzyk poczułam jak silna dłoń obejmuje mocno mój nadgarstek. I upuszczam książkę, znowu, a serce zaraz wyskoczy mi z piersi.







Mamy i rozdział drugi! Jak myślicie? Kim jest tajemniczy przybysz? I jak potoczy się historia Susanny? Co myślicie? Dzielcie się ze mną swoimi pomysłami, bez Was nie piszę!

        Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw po sobie ślad :)

Rozdział I


"- Okej - powiedział, gdy minęła już cała wieczność. - Może "okej" będzie naszym "zawsze"? - Okej. - Zgodziłam się." Sama nie rozumiem, czemu ostatnio zmieniłam klimat w tematyce książek.. romansów mi się zachciało. Ale lubiłam to. Lubiłam sposób w jaki słowa czarują moje serce i przyprawiają je o tą atmosferę, bym mogła czuć wszystkim lekturę. Słyszałam jak coraz większe krople jesiennego deszczu uderzają w okna mojego pokoju, które zasłaniały złociste, zdobione w drobne kreski zasłony. Nienawidziłam tej pory roku. Wszystko staje się jakby stare.. Moknie i upada. Drzewa pozostają nagie, a ptaki zmuszone są do zmiany miejsca zamieszkania. Takimi wieczorami jak ten, lubiłam po prostu wsunąć się pod swój ulubiony koc, który podarowany był mi zaraz po moich narodzinach, od rodzicielki. To wszystko co mi po niej pozostało. Mieszkanie z przybranymi rodzicami od drugiego tygodnia życia nie było niczym przyjemnym, a co dopiero łatwym. Myślę, że nikt nie chciałby posiadać w domu ograniczania, nie doceniania, ciągłego wrzasku, krzyku i bólu. Dusiłam się, brak było mi tego pieprzonego powietrza, musiałam się stąd wydostać. (...) Cóż, z kocem, małą lampką i książką w dłoni byłam w swoim własnym świecie, to właśnie lubiłam. Uciekać.. Jak mówią, kto zaczyna biec ten musi uciekać całe życie. Być może o to właśnie w moim życiu chodzi, bo przecież o coś chodzić musi. Ja również wkrótce miałam "zmienić miejsce swojego zamieszkania", za kilka miesięcy są moje osiemnaste, długo wyczekiwane urodziny. To ten czas, gdy możemy nazwać siebie "dorosłymi" czy coś w tym stylu. To miał być na pewno początek dla samej mnie.. Bo jak wiele razy powtarzaliście swoim rodzicom, iż w tym właśnie wieku opuścicie dom, w którym wszystko się zaczęło? Cóż, jak widać, niektóre z tych "obietnic" jednak się spełniają. Nie chcę żyć z ludźmi, którzy mnie ograniczają i nie doceniają na każdym kroku. Bo co to za życie? Pragnę zrobić coś dla siebie, sama zbudować coś, na czym będę iść ku górze. (...) Robiło się już dość późno i przede wszystkim ciemno, a przecież miałam w planach wybrać się do pobliskiej księgarni po "Labor day". Podniosłam się z miękkiego łóżka i ruszyłam na dół schodami prosto do kuchni w której znajdowała się moja przybrana matka. Siedziała przy naszym średniej wielkości stole okrytym zielonym obrusem. Posłała mi ciepły uśmiech, na co odwdzięczyłam się jej tym samym. 
- Gdzie tata? - Spytałam cicho nabierając ogromnej ilości powietrza do swoich płuc. Jakbym miała się nim za chwilę zachłysnąć. Sama myśl o moim ojcu psuje mi humor. Z kim jak z kim, ale z nim nie mam dobrej zażyłości. Jest przeciwny dosłownie wszystkiemu, co czynię. Gdyby ktoś tylko widział Jego minę zaraz po tym, gdy powiadomiłam go o mojej wyprowadzce. On najchętniej zamknąłby mnie w pokoju odizolowanym od wszystkich i wszystkiego, co nie ma związku z nauką. Nigdy nie był ze mnie w tej dziedzinie zadowolony jak i w każdej innej. Momenty, w których stara pokazać się swoją lepszą stronę to dobre momenty. Fałszywe momenty. 
- Poszedł się przewietrzyć, jest z psem. - Skinęłam głową na odpowiedź matki i sięgnęłam do szafki po szklankę, by zaraz po tym wypełnić jej pustkę wodą.
 - Idę do księgarni, potrzebujesz czegoś z miasta? - Skierowałam swoje pytanie do kobiety siedzącej na przeciwko mnie. Jej odpowiedzią było jedynie pokręcenie głową na boki, na co wyszłam z małego pomieszczenia znajdując się na korytarzu. Sięgnęłam po długi, czarny, ciepły płaszcz, w który szybko się przyodziałam. Wokół swojej szyi oplotłam czerwoną, grubą, zdobioną chustę i po chwili wyszłam z domu. Mieszkałam całkiem niedaleko od miasta, a spacer dobrze mi zrobi. Na całe szczęście przestało już tak lać, inaczej nosa bym z domu nie wystawiła. Teraz brakuje mi tych momentów, w których mogłam tak po prostu z kimś porozmawiać. Z kimś tak po prostu pobyć. Ale przez ojca i jego obsesję na punkcie mojej nauki byłam zmuszona ograniczyć wszelkie znajomości. Z nikim nie byłam bliżej jak dalej. Mam nadzieję, że w nowym mieście wszystko się zmieni. Shelffied o tej porze roku wygląda dość pusto i szaro. Aczkolwiek gdzieniegdzie można zaobserwować małe sklepiki przygotowujące się do okresu świątecznego, mojego ulubionego. Na ulicach co jakiś czas przejeżdżały pojedyncze samochody, było dość cicho, co mi w niczym nie przeszkadzało. Po chwili znalazłam się w swojej ulubionej księgarni. Wzięłam głęboki oddech by móc wdychać zapach tych pięknie pachnących książek. W środku było uroczo, skromnie i ciepło. Wzrokiem starałam się odszukać przemiłej staruszki, właścicielki tego "budynku z książkami". Nazywała się Emily i miała już swoje sześćdziesiąt siedem lat na karku, ale trzymała się naprawdę świetnie. Swoimi czasy, była dobrą pisarką, lubiłam do niej przychodzić i słuchać jej opowiadań oraz rad.
 - Tu jest moja szara myszka! - Usłyszałam zza swoich pleców, na co szybko się obróciłam i po chwili wzięłam staruszkę w swoje objęcia. Była jak zawsze szeroko uśmiechnięta, a jej siwe, lśniące włosy opadały idealnie na drobne ramiona. - Wiem doskonale po co przyszłaś! Jest w sektorze "D", idź po nią a ja za moment zamknę sklep i pójdziemy do kawiarenki. - Odparła z błyskiem w oczach. A ja posłusznie ruszyłam do wyznaczonego miejsca. Gdy tam dotarłam i wzrokiem znalazłam wymarzoną książkę, wysunęłam swoją dłoń po nią, lecz niestety zderzyła się z nieco większą, męską dłonią, a lektura upadła na ziemię. Uniosłam swój wzrok na wysokiego mężczyznę w ciemnych okularach, długim czarnym płaszczu i w kapturze na głowie. Nie było nawet dobrze widać jego twarzy, gdyż naprawdę dobrze się krył. Nie wyglądał zdecydowanie na nikogo przyjaznego, kto przeprosiłby za swój wybryk. Widać było, że był podenerwowany i jakby czegoś przestraszony, nie odezwał się słowem i wręcz wybiegł z miejsca zdarzenia pozostawiając chłodną atmosferę. Wydawało mi się, że znam wszystkich z okolicy, ale jego jeszcze nigdy wcześniej nie ujrzałam. Nieważne, nie będę się tym w tym momencie przejmować. Sięgnęłam po swoją książkę, która została strącona i udałam się do Emily, tak jak o to prosiła. Już po chwili zamknęła sklep, ubrała się ciepło i udałyśmy się do kawiarenki, dosłownie naprzeciwko jej księgarni, uwielbiałam tam przebywać, było cicho, ciepło i przede wszystkim przyjemnie.Gdy znalazłyśmy się na miejscu ściągnęłam swój płaszcz i przewiesiłam go przez krzesło, które znajdowało się tuż obok wielkiej szyby. Zamówiłyśmy to, co zwykle i czekałyśmy aż nasze zamówienie zostanie zrealizowane. 
- Więc to pewne? Wyprowadzasz się? - Usłyszałam lekko łamiący się głos starszej pani siedzącej metr przede mną. 
- Tak, wiesz, że muszę.. - Nie zdążyłam dokończyć, a na ekranie telewizora, który wisiał na ścianie, w wiadomościach ujrzałam tego samego mężczyznę, który dzisiaj, kilkanaście minut temu wpadł na mnie w księgarni. To nie był koniec.. na pasku na dole widniał napis "Pilnie poszukiwany gwałciciel dwudziestoletniej dziewczyny i sprawca kradzieży samochodu" Gwałciciel? Na samą myśl przewróciło mi się w żołądku, nie mogłam uwierzyć, że taki zbrodniarz dzisiaj pałętał się po spokojnym miasteczku. Czy jest on wciąż gdzieś blisko? I czy mogę czuć się bezpiecznie?







No więc za nami pierwszy rozdział! Jak Wam się podoba?

Jeśli przeczytałaś/eś - zostaw po sobie ślad :)

piątek, 19 grudnia 2014

Prolog.

Susanna to zwyczajna siedemnastolatka przed którą świat stoi otworem. Wiodła spokojne życie pod okiem swoich przybranych rodziców i rok młodszej siostry, Lilly. Nie otrzymała najważniejszych wartości od tych, którzy powinni być jej najbliżsi. Zamknęła się w czterech ścianach z książką na kolanach i tak do dziś dotrwała. W ciągu minuty tyle może się wydarzyć. To lub tamto. Trochę tego i trochę tamtego. Całe to i zero tamtego. Ponieważ to Ty decydujesz, czy to, czy tamto ma się w Twoim życiu pojawićPoznajmy ją, nie zwlekajmy!

19 grudnia 2014
I byłaś kiedyś tak zagubiona, że ciemną nocą szukałaś promienia słońca, a za dnia chowałaś się pod łóżkiem, bo brak Ci było szarości. A kiedy szczęście przychodziło, Ty go nie chciałaś, wrzucałaś pod stertę rzeczy mniej ważnych i użalałaś się nad sobą, zamiast skorzystać z okazji jaką podarowało Ci życie. Natomiast gdy szczęścia gdzieś brakło Ci, to szukałaś go z utęsknieniem, bo czułaś się tak, jakby powietrze wcale nie chciało dostawać się do Twoich płuc. Bo to się nazywa upadek, a Ty za cholerę nie umiesz się podnieść. Nie zauważasz możliwości, nie dostrzegasz siły, nie doceniasz niespodzianek i żałujesz każdego starania. Więc pytasz mnie dziś, jak wstać? Bo jesteśmy tylko żałosnymi ludźmi, jesteśmy graczami w świecie, ale nie potrafimy niestety w to wszystko grac. Umiemy upadać i płakać, gdy nadejdzie potrzeba. Ale czemu nikt nie nauczył nas zrobić krok naprzód? Tylko zawsze, gdy myślimy, że jesteśmy dalej, my po prostu cofamy się do tyłu? Jak to jest, gdy ludzie są aż tak słabi, że stają się źli, zniszczeni, chorzy i ranią tych, którzy są zbyt słabi by żyć i zbyt silni by umrzeć? I gdzie do cholery podziała się ta pieprzona kartka z regulaminem i zasadami?
Kiedyś Ci to wytłumaczę, teraz muszę zapalić. 





No więc witam Was serdecznie na swoim blogu, postanowiłam , że i ja spróbuję się tutaj odnaleźć. Pragnę zaciekawić Was, wprowadzić w to, co rodziło się od wielu tygodni w mojej głowie, ale to od Was zależy, czy nadaje się to do przedstawienia tutaj. Niezmiernie miło byłoby mi, gdybyście umieszczali swoje wszelakie uwagi, pozytywy pod każdą notką, z racji, iż to dla mnie jest priorytetem, bo nie zakładałam tego bloga, by pisać samej sobie. Obiecuję, że będzie niebezpiecznie i mrocznie. Czasami zawita do nas coś miłego, ciepłego, aczkolwiek przewidywane są burze z deszczem, także zaopatrzcie się w ciepły koc i coś gorącego do picia, bo zaczynamy!



                                       Jeśli przeczytałaś - to zostaw po sobie ślad :)